WSPÓŁUZALEŻNIENIE W ZWIĄZKACH

Zaktualizowano: 14 kwi 2021

Zależność od aprobaty innych, zależność od partnera, aby “dał mi miłość, przyjemność, poczucie bezpieczeństwa”, kierowanie się na dawanie, nie zaś na równowagę w braniu i dawaniu, brak poczucia własnych granic, trudności w mówieniu “nie”, czy stawianiu granic, odłączenie od ciała, usypianie ciała (kiedy nie jestem w związku), poczucie że nie zasługuję (w tym na przyjemność), nadwrażliwość, zbyt długie trwanie w niesłużących relacjach, pozwalanie na umniejszanie emocjonalne, przemoc werbalną, podążanie za głosem wewnętrznego krytyka, poczucie wstydu - listę można wydłużać, ….



Wiele z tych zachowań zauważam u kobiet. które przychodzą do mnie na sesje mapowanie / rozbrajania. I każdej z nich mogę powiedzieć - to nie Twoja wina!


Dziś chcę opisać relację tzw. zależną, która często przewija się jako temat rozmów podczas sesji indywidualnych mapowania / rozbrajania.

WSPÓŁZALEŻNOŚĆ

to potrzeba poczucia się dostrzeżoną, widzianą, uznaną, zobaczoną, która objawia się w wielu obszarach życia.

Zawsze dotyczy tego, co ma przyjść do mnie Z ZEWNĄTRZ.

Kiedy występuje depresja rodzica lub jakikolwiek inny problem, który uniemożliwia mu zobaczenie i bycie dla dziecka, świadomy, karmiący kontakt z nim - czujemy się niewiedziane, a gdy dorastamy, jesteśmy nieświadome tego wdruku i z tą nieświadomością wchodzimy w relacje międzyludzkie.


Niezaspokojona potrzeba więzi z naszym głównym opiekunem (pomimo naszego naturalnego jej pragnienia), powoduje, że w późniejszym życiu na różne sposoby staramy się, aby inni ludzie postrzegali nas jako wystarczająco dobrych, godnych bycia kochaną/ym, potrzebną/ym.

Wchodzimy w relacje zależne, z wzorcem robienia tego, co potrafimy, by być wystarczająco dobrymi dla kogoś innego w związkach.

W miłości zależnej brakuje poczucia komfortu w ciele.

Zawsze czujemy się na krawędzi.


W relacje zależne wkładamy sporo naszej energii emocjonalnej…


Niebezpieczeństwo wchodzenia w związek z miejsca niedoboru i niezaspokojonych potrzeb z dzieciństwa powoduje, że “nie wiadomo dlaczego” przyciągamy kogoś "unikowego" (być może ze spektrum narcyzmu), kto odzwierciedla energię jednego lub obojga rodziców.


Przyciągamy ludzi, którzy nas nie widzą (kopię naszej rany), lecz nie jesteśmy świadome tego, że odtwarzamy szablon z przeszłości, próbując być energetycznie widzianą przez osobę, która nie może nam tego dać. Nasi partnerzy odzwierciedlają energetyczną wibrację naszych rodziców, których tak naprawdę szukamy.

Staramy się zaspokoić tę dziecięcą potrzebę w naszych dorosłych związkach.

Jeśli jestem osobą współzależną “potrzebującą”, jakże często przyciągam osobę “unikową”, która nie porusza się zbyt dobrze w obszarze intymności, obawia się jej, lub buduje ściany wokół siebie dla własnej ochrony przed zranieniem.

Kiedy jestem osobą współzależną “potrzebującą”, również nie poruszam się płynnie w obszarze intymności, ponieważ nie jestem w intymnym związku sama ze sobą!

Wchodzę w związek oczekując, że druga osoba mnie zobaczy i mnie potwierdzi. Jesteśmy jak szczenięta, które łaszą się i machają ogonem. Głodne, wołamy “proszę, zobacz mnie, nakarm mnie”. Przyciągamy ludzi, którzy widzą, wyczuwają ten głód w nas, jednak czują się z nim komfortowo i zamykają się, unikając miłości lub jej okazywania.


W większości związków zależnych dzieje się tak, że kiedy “potrzebujący” ma dość pogoni za partnerem/rką “unikową”, zaczyna się wycofywać, w wyniku czego strona unikowa (czując nasze oddalanie się) zaczyna nas ścigać, by na nowo aktywować współzależność osoby “potrzebującej”. Osoba zależna “potrzebująca” myśli wtedy “o! jak cudownie! w końcu jesteśmy po tej samej stronie, w tej samej łodzi, w końcu mój partner zrozumiał, że nie zamierzam się zachowywać jak dawniej" i… zaczynają angażować się tak intensywnie jak kiedyś.

I cykl zaczyna się od nowa.

Z perspektywy osoby “unikowej”, gdy partner “potrzebujący” zaczyna się wycofywać, i poszerzająca się przestrzeń pomiędzy nimi staje się zagrażająca (tracę uczucie, że ktoś o mnie zabiega, karmi mnie, zaspokaja mój głód), zaczynam “gonić króliczka”, poświęcając osobie “potrzebującej” przez jakiś czas nieco uwagi, tyle, aby ją odzyskać i… cykl zaczyna się od nowa.

Osoby zależne (i to zarówno “potrzebujące”, jak i “unikowe”)

nie czują się kochane i widziane.

Potrzeby tę komunikują jednak w przeciwny sposób….



Strona “unikowa” również szuka potwierdzenia u drugiej osoby, ale jest bardziej opanowana, chłodniejsza. Nie pozwala drugiej osobie widzieć, że tak naprawdę także potrzebuje jej uwagi i uznania.


Osoba zależna “potrzebująca” jest bardziej wyraźna. Kupuje drugiej osobie prezenty, zawsze jest pod ręką, aby zaspokoić potrzeby partnera. Ciągle zastanawia się “co on robi, co teraz myśli”? Jaką potrzebę mogę spełnić? Jak mogę udowodnić, że go kocham? Nieświadomie próbuje udowodnić, że jest dla partnera wystarczająco dobra. Czasami próbuje sprawić, by partner ją potrzebował, aby jej nigdy nie opuścił. Staje się przedłużeniem partnera. Nieświadomie chce złapać go na haczyk “jeśli mnie potrzebujesz = widzisz mnie, zobaczysz mnie”.

Po jakimś czasie ta potrzeba się “starzeje” i gdy osoba zależna “potrzebująca” poczuje, że zaspokoiła wystarczająco potrzeb partnera “unikowego”, zaczyna chcieć czegoś głębszego. Wtedy, nie dostając tego, co tak bardzo potrzebuje - z zewnątrz, zaczyna się wycofywać, a osoba “unikowa” ponownie zaczyna gonić króliczka.

Osoba zależna “potrzebująca” może czuć chaos, gdy w jej fazie wycofania partner “unikowy” mówi „co masz na myśli, że już tego nie zrobisz dla mnie?”

Tymczasem zależna dynamika trwa w najlepsze…


Osoba “unikowa” czuje, że nie musi dawać, ponieważ to osoba “potrzebująca” ciągle daje (i sama nie bardzo wie, czego potrzebuje, jest odłączona od otrzymywania i przyjmowania, lub czuje, że nie ma do tego prawa). Wówczas zamyka się możliwość, aby osobie “potrzebującej” dać i aby otrzymała i przyjęła to, co może napłynąć w jej stronę. Strona “unikowa” może też nie mieć ochoty dawać, ponieważ osoba “potrzebująca” nie jest sama w stanie stanąć za sobą, zakomunikować swoje potrzeby czy sama je zaspokoić.


Osoba zależna “potrzebująca” nie ma kontaktu z tym, czego potrzebuje jako dorosła, ponieważ nadal goni za swoimi potrzebami z dzieciństwa. Oczywiście nie jesteśmy tego świadome. W końcu zaczyna odczuwać znudzenie, zmęczenie ciągłym dawaniem i czuje się wyczerpana. Może to zająć 12 miesięcy, może potrwać lata. Jednak nie jest to wina osoby “unikowej”!

Osoba zależna “potrzebująca” już wchodząc w związek, na nagłębszym poziomie czuje, że musi udowodnić, że na niego zasługuje. Nieświadomie zabiega o aprobatę mamy lub taty! “Może dzisiaj w końcu mnie zobaczą. Może dzisiaj w końcu będę wystarczająca”…